Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Świąteczny Shot


Tytuł mówi sam za siebie D: 
______________________ 
Młodszy mężczyzna przysypia przed kierownicą. Oczy ma ciężkie, jego powieki same opadają. Jednak podekscytowanie przewyższa senność. Jest zadowolony z faktu, że zrobi żonie niespodziankę. Trasa się przesunęła i bardzo dobrze, święta są po to, żeby spędzić je z rodziną. W jego przypadku była to żona - Anna. Kochał tę kobietę całym sercem, był wstanie dla niej przenosić góry. Te motylki w brzuchu na jej widok. Po prostu, była dla niego idealna. Jego oczko w głowie.

Jak co roku na święta zapraszali jego najlepszego przyjaciela. To była również bardzo ważna osoba w jego życiu. Traktował go jak brata, którego nie miał. z racji, że Chester również nie był najlepiej potraktowany w życiu, wspierali się wzajemnie. Oboje przeżyli tragedie związane z rodzicami. Opiekunowie Mike'a zginęli w tragicznym wypadku lecąc do niego samolotem. Mężczyzna do dziś obwinia się za śmierć rodziców.

Gdybym ich nie zaprosił, nie wsiedliby do tego pieprzonego samolotu!

Co do Chestera, nie był kochanym dzieckiem. Powstał z tak zwanej "wpadki". Dlaczego nie oddali go do domu dziecka? Nikt tego nie wie. Skoro go nie kochali, po co trzymali go na siłę?

Traktowali go jak śmiecia. Wyśmiewali każdą ambicję. Zdesperowany uciekł z domu.

Teraz pewnie włączając stary telewizor robią wielkie oczy, że ich "kochany" synek, jest w jednej z najbardziej szanowanych grup rockowo-alternatywnych, że zarabia miliony i ma wiernych fanów.

Nic dziwnego, z takim cholernym talentem.

Jednak bycie popularnym ma swoje zobowiązania. Często nie ma ich w domu. Może dla Chestera to nie problem,  i tak mieszka sam, ale Michaelowi pęka serce na myśl o zostawieniu żony samej w domu. Zwłaszcza w święta.

Na szczęście udało im się kończyć wcześniej, koncert został przeniesiony, nikomu nie widziała się trasa zimą, a zwłaszcza w święta.

Mike sunął do domu, podczas gdy Chester miał się szykować i przyjść później.

Z uśmiechem na twarzy Shinoda otworzył drzwi, po cichu skradając się do środka. Na palcach obszedł cały dół: kuchnię, salon, biuro. Brak żywego ducha. Może śpi? Ale o tej godzinie?

Leciutkim krokiem wbiegł do góry. Stanął na obszernym korytarzu. Jakieś dźwięki wydobywały się z sypialni. Wszystko jasne, pewnie ogląda telewizję!

Pokierował się w stronę sypialni i energicznie, z uśmiechem na twarzy otworzył drzwi:

Wesołych świąt! Kocha… Zatrzymał się w pół zdania. Promienny uśmiech zszedł z jego twarzy. Zrobił tylko wielkie oczy, a jego ręce opadły.

Ukochana żona, w jego domu, w ich łóżku z obcym facetem. Mike stał i tylko patrzył na ta całą chorą scenkę.

Kochanie, to nie tak jak myślisz!

Jutro ma Cię tu nie być.

A-a-ale...

Pół-Japończyk nie miał zamiaru tego słuchać. Jego miłość, podpora w tym całym gównie pieprzyła się z innymi za jego plecami. Ciekawe ile razy. Do tego w ich łóżku.

Do jego oczu nachodziło coraz więcej gorzkich łez. Zacisnął ręce w pięści i wybiegł z domu. Opuścił głowę i biegł. Dał się ponieść nogom. Zorientował się, że mierzą do jednego celu - domu Benningtona. 

Po 15 minutach ciągłego maratonu dotarł do jego obszernej willi. Często wspólnie się zastanawiali, po co mu tak duży dom, skoro i tak mieszka sam. Ale to nie było w tym momencie istotne. Mężczyzna już miał naciskać przycisk dzwonka, lecz rozbrzmiał dźwięk otwieranych drzwi.

Oh, Mike, właśnie do Ciebie chciałem dzwonić, że wyjeżdżam. Zaraz... coś się stało?

Jego wyraz twarzy mówił sam za siebie. Szok.

Starszy mężczyzna ruchem ręki zaprosił go do środka. Pokierował w stronę kanapy. Umiejscowił go koło siebie i z troską w głosie zapytał: Co się stało? Mikey...

Pół-Azjata skierował wzrok w dół. Nie mógł wydusić słowa, kłębiły się w nim coraz liczniejsze emocje.

To… to Anna…

Tylko tyle zdołał z siebie wydusić. Chester napięcie wstał łapiąc się za głowę.

Mówiłem, wiedziałem, suka jedna!

Chestera strasznie zdenerwowała wieść o tym, że jego najlepszy przyjaciel cierpi przez taką jędzę. Nigdy jej nie lubił, uważał ją za fałszywą i niegodną Mike'a. Do tego w święta.

Nic więcej nie mów, zrobimy sobie własne święta, okay?

Podszedł i objął go w przyjacielskim uścisku. Mike wtulił się w pierś Chestera szepcząc mu tylko do ucha ledwo dosłyszalne: Dziękuję, że jesteś. Słysząc to, starszy mężczyzna przycisnął go jeszcze mocniej, okazując jak ważną osobą jest dla niego Shinoda.

Chester lubił bliskość. Zwłaszcza Michaela. Kiedyś to uczucie było mu obce, gdyby nie on, jego życie wyglądałoby kompletnie inaczej. Czasem głupia myśl krążyła po jego głowie. Kochał go. Jak brata, chyba. Czasem sam się zastanawiał co do swoich uczuć. To była jedyna osoba, którą darzył czymś takim. Sam nie potrafił tego określić. Zastępował sobie nim miłość do "rodziców", do kobiety życia, której nie znalazł, dodając do tego przyjacielską więź. Kiedy Mike'owi leżało coś na sercu, zawsze, ale to ZAWSZE był przy nim, gotowy  wysłuchać wszystkich żalów.

Na co masz ochotę? Sam gotować nie będę, coś się zamówi. Może trochę nietypowo, ale…

 Obdarzył go promiennym uśmiechem. Każdym gestem próbował mu okazać swoją troskę i współczucie. Tak, był kochanym przyjacielem.

Bennington krążył w tą i z powrotem z telefonem w ręce, szukając jakiś kartek z numerami różnych restauracji, czy czegoś w tym stylu. Shinoda nadal siedział na kanapie zakrywając rękoma twarz mokrą od łez. Próbował opanować wszystkie emocje, ale najwyraźniej mu to nie wychodziło.

Chester, mimo, iż wiedział, jak jego przyjaciel cierpi, trochę się cieszył z zaistniałego faktu. Miał Mike'a teraz dla siebie. Co ja mówię?! - powtarzał w głowie. Zachowuję się jak najzwyklejszy zazdrośnik. Jeszcze do tego głupio się śmieję, w trakcie kiedy on płacze. To zachowanie nie było prawidłowe z jego strony. Oparł się o blat, obmyślając, jak powinien się zachować. Odłożył telefon i wszystkie ulotki i poszedł w stronę salonu do ciągle lamentującego Shinody. Usiadł naprzeciwko niego, delikatnie pociągając podbródek mężczyzny w swoją stronę. Widział jego brązowe oczy, były kompletnie mokre. Nie znalazł w nich radości, ani szczęścia. Jedynie smutek i żal. Chester poczuł lekkie wyrzuty sumienia. Nie wie dlaczego, przecież to nie jego wina, że Anna okazała się taką puszczalską, za jaką ją uważał. Jego radość z tej strony go przerażała. Czuł się koszmarnie.

 Mike, ja przepraszam, po prostu.... ja się tego na swój sposób spodziewałem. Nie chciałem cię urazić, ani nic. Jesteś dla mnie ważny i nie wiedziałem, jak ci to powiedzieć.

On za to tylko patrzył i słuchał, co starszy mężczyzna ma mu do przekazania. Kiedy skończył, zanalizował całą posturę Chestera, po czym znowu wtulił się w jego tors. Dreszcz przeszedł całe ciało Benningtona, kiedy poczuł mokry podbródek Michaela na swoim ciepłym ramieniu. Splótł swoje ręce na jego plecach. 

Nie masz za co przepraszać, po prostu mi ciężko.

Kamień spadł mu z serca. Bał się, że Mike wyczuł jego entuzjazm.

Bennington zadrżał. Poczuł na swojej szyi dotyk pełnych ust. Bał się, że przyjaciel zauważy jego reakcje.
Um, Chezy, wszystko w porządku? - kurwa, no NIE.

Em, no tak, tylko po prostu jesteś strasznie zimny.

Ah, to przepraszam - gwałtownie oderwał się od jego ciała, lekko się czerwieniąc, przerywając uścisk, który i tak trwał za długo jak na przyjaciół.

Chester mógłby trwać dłużej w takiej bliskości, jednak musiał uważać. Wiedział, że to wszystko nie jest do końca normalne. To co poczuł podczas delikatnego pocałunku złożonego na jego szyi, to nie był tylko dreszcz spowodowany przez zimno przyjaciela. Przeraził się. Nie chciał tego.

Niezręczną ciszę przerwał dzwonek do drzwi. W duchu dziękował, ktokolwiek kto był. Wstał i poszedł w stronę drzwi. Spojrzał przez wizjer - Anna. Wiedziała, gdzie szukać męża. Bennington ściągnął z wieszaka kurtkę Mike’a i rzucił w jego stronę. Oczywiście on zorientował się, o co chodzi. Szybko wbiegł do góry, zamykając się w pokoju. Chester wziął głęboki wdech i otworzył drzwi.

Uhm, cześć. Jest u Ciebie Mike?

Nie, a coś się stało?

Wiem, że u Ciebie jest, proszę, chcę z nim porozmawiać. Muszę!

Naprawdę nie wiem. Ale co się stało?

Nie, nic, tylko go szukam bo nie odbiera telefonu. Mam nadzieję, że mnie nie kłamiesz. Jeśli się do Ciebie odezwie, daj mi znać. Na razie.

Cześć... kłamliwa suko - wysyczał przez zęby, zamykając drzwi.

Poszła już.

Shinoda zszedł na dół, trzymając kurtkę zaciśniętą w rękach. Poszedł w stronę wieszaka, żeby ją z powrotem odwiesić. Robiąc tą czynność, musnął ramieniem mężczyznę stojącego obok. Znowu to uczucie. Jest coraz gorzej. Starszy mężczyzna spojrzał kątem oka na usta swojego towarzysza, jednocześnie przygryzając swoją wargę prawie do krwi. Michael odwrócił się w jego stronę, obdarzając go delikatnym uśmiechem. To co zamawiamy? Delikatnie chwycił jego dłoń, ciągnąc go na kanapę. Chester miał wrażenie, że robi to specjalnie. Kusi go. Ale on się nie da. Może faktyczne, czas przyznać prawdę: był cholernie w nim zakochany. Ale odrzucał to uczucie, wmawiając, że to coś innego, przyjacielska więź, wdzięczność za wyciągnięcie z dołu, czy coś w tym stylu.

Siedząc koło siebie, delikatnie pocierali się kolanami. Benningtona męczyła jedna myśl: Czy on robi to specjalnie? Fakt, zachowanie pół-Japończyka było bardzo… nietypowe. Jakby błagał o bliskość z jego strony. On nie odmawiał, ale bał się, że zrobi coś nieodpowiedniego.

Młodszy z panów gapił się ze spuszczoną głową w kartkę z jakiejś restauracji. Co było najśmieszniejsze? Trzymał ją do góry nogami. Zerkając spod opuszczonej głowy cały czas mierzył Chestera spojrzeniem pożądania.

No dalej, co bierzemy?

Mike...trzymasz kartę do góry nogami...

On tylko wywrócił oczyma wyrzucając kartę za siebie. Łapczywie objął Chestera za tors wciskając się w jego węższe wargi. Oczywiście Bennington od razu się zaangażował, automatycznie. Spełniał swoje podświadome pragnienia, więc jak tu nie zacząć działać?

Złapał pół-Japończyka za włosy, przyciągając do siebie, namawiając do większego nacisku. Jednak ten wiedział o co mu chodzi, więc oddalił się od jego ust, drażniąc ciepłym oddechem. Spojrzał mu głęboko w oczy, opierając się o czoło swojego towarzysza. Dało się usłyszeć przyśpieszone oddechy obu panów. Delikatnie musnął językiem usta partnera, przyprawiając go o zimny dreszcz. Przygryzł opuchnięte wargi, doprawiając jękiem rozkoszy. Mike wszedł na kanapę, klęcząc nad Benningtonem. Był wyżej niż on, co zmusiło starszego mężczyznę do uniesienia głowy. Shinoda objął delikatnie podbródek przyjaciela, ponownie dając się ponieść emocjom. Sytuacja była naprawdę dziwna. Dopiero co przed chwilą Mike lamentował przez zdradę żony, a teraz namiętnie obściskuje się ze swoim przyjacielem? Patologia. Ale kto by się teraz tym przejmował? Wyszło na jaw, że pragnęli siebie od dawna.

Chester chwycił partnera za rękę i pociągnął go za sobą w stronę sypialni. Kiedy dotarli na miejsce, Michael przytwierdził go ciałem do ściany, namiętnie obcałowując i przygryzając jego szyję. Obydwoje trwali w niekończącej się rozkoszy. Zaczęli gwałtownie zrywać z siebie ubrania. Stali przed sobą prawie nadzy, przytwierdzając się wzajemnie do ściany. Napalony artysta złożył na piersi pół-Azjaty namiętny pocałunek, przyprawiając go o nienaturalne wstrząsy. Nie odezwali się jeszcze do siebie słowem. Cieszyli się chwilą.

Pozbawili się ostatniej części garderoby. Chester pchnął Mike'a na łóżko, co zmusiło go to rozłożenia się. Kucając na nim delikatnie obcałowywał jego ciało, kierując się w dół. Coraz niżej. Niczym prosta ścieżka. Mike zacisnął dłonie na kołdrze, wydając z siebie głośny jęk, który przyprawił Chestera o zawrót głowy. Będąc już poniżej żeber, Mike wysyczał przez zaciśnięte zęby: Cholera, Cheesteeer.

Poderwał głowę w jego stronę, mówiąc z uśmiechem i podnieceniem w głosie:

Wesołych Świąt, Mikey. To będą najlepsze święta w twoim życiu. Już ja się o to postaram.

______________________

KOREKTA BY ZBYCHU
WYBREJSZON BY SZINODA, LOL.  


 

czwartek, 29 listopada 2012

Love Me...

Miłość. Każdy jej kiedyś doświadczył. Niektórym dodaje skrzydeł innych pogrąża w sobie. Nie każda jest szczęśliwa. Nie zawsze jest odwzajemniona. Na pewno kiedyś kogoś kochałeś. Miłość jest niezapowiedziana. Nie wiesz kiedy trafi na Ciebie. A jeżeli chodzi o mnie, znajduję się we mnie parę dobrych lat. Niestety nie należę do szczęściarzy, którzy cieszą się jej odwzajemnieniem. Cierpię sam w sobie. Może mi powiesz, że każdy ma prawo nieszczęśliwie kogoś pokochać. Ale ja jestem jakiś inny, dziwny wręcz. Moje serce wybrało bardzo nietrafnie. Kocham kogoś, kogo nie powinienem. No może nie w taki sposób. A tak może zacznijmy od podstaw. Nazywam się Chester Bennington, i mam bardzo niepoukładane w głowie. Jestem jednym słowem przyjebany. Już nic z tym niestety nie zrobię. Wybrałem miłość swojego życia i już od ponad 4 lat się męczę. Może nie było by problemu, gdyby nie fakt, że jest to mój najlepszy przyjaciel. Przytkało co? Huh, nie dziwi mnie to. Nie jestem gejem, nie czuję pociągu do facetów. Podobają mi się kobiety.Albo raczej podobały.Od czasu gdy go poznałem wszystko się zmieniło. Pierwszy raz poczułem się tak na widok faceta. Niebywale przystojny.Jest średniego wzrostu. Włosy ma dłuższe, coś pod Biebera. Grzywka delikatnie opada na jego wiecznie uśmiechniętą, lekko opaloną twarz. Z racji, że jego ojciec jest Japończykiem ma w sobie coś z tych stron. Dlatego tak się wyróżnia. Ciekawi mnie to, po kim dostał oczy. Cholera, mieć takie to już dar. Nie dość, że wiecznie się cieszą, to są olbrzymie. Mają czekoladową barwę. Nie jakąś tam zwykłą. Są oryginalne i piękne. Jakby zamknięto w nich miliardy iskier. Są jak studnia bez dna, w której zaraz utoniesz,są jak konstelacje gwiazd, czarują swoim pięknem, mimo, że nie przyglądamy się im dokładnie. Są po prostu wyjątkowe. Usta. Pełne i kuszą.Wyglądają delikatnie i niewinnie, mimo to wcale takie nie są. Wydobywa się z nich głos który koi uszy i zmysły. Zawsze schludnie ubrany, każdy szczegół dopracowany. Zapięta kolorowa koszula w kratkę i rurki. Klasyk.Ahh, prawie bym zapomniał. Najbardziej charakterystyczną cechą jest jego uśmiech. No po prostu zaraża! Można mu wszystkie jego białe zęby policzyć i do tego te malutkie zmarszczki koło oczu. Uroczę wręcz! Jak już mówiłem, kiedy na niego spojrzysz, zarażasz się od razu. Na prawdę! Ważne jest również jego wnętrze; Nie dość, że dobry, uczynny, pracowity to jeszcze tak utalentowany. Ale on nie traktuje siebie jako gwiazdę. Też jest człowiekiem, tylko po prostu robi to co kocha.  Pełen kreatywnych pomysłów. Ideał co?No właśnie taki jest. Mój najlepszy przyjaciel - Michael Kenji Shinoda. Jesteśmy sobie na prawdę bliscy. Ale jak już wiecie, jestem niewiarygodnie przyjebany, i psuję to moim WIĘKSZYM uczuciem do niego. Zdaję sobie sprawę, że on nie czuje tego samego. Ma dziewczynę którą kocha, rodzinę. Czasem chciałbym mu powiedzieć. Widząc go, wiele myśli i obrazów przelatuję przez moją głowę. Jednak nie mogę . Wtedy było by zupełnie inaczej. Nasza więź uległa by zmianą. Czuł by się pewnie niezręcznie. Bał by się mnie przytulić jak zawsze, bo będzie zdawał sobie sprawę, jak ja to traktuje i jak jest to dla mnie ważne. Dlatego milczę. Najgorsze jest to, że Mike zna mnie na wylot, i we kiedy coś leży mi na sercu. Męczy i wypytuje mnie co mi jest, i dlaczego mu nie powiem. Oj, nie chciałbyś się dowiedzieć.Bo jak by to było dowiedzieć się o tym, że przyjaciel Cię kocha? Ale nie tak jak przyjaciele. Jestem chodzącą bombą uczuciową. Jestem zły, nagle smutny. Chcę być z Mike'm bo bez niego mi źle, ale jak z nim jestem, to boję się, że zrobię coś głupiego . Staram się trzymać dystans, mimo, że chcę być blisko. Strasznie pomieszane. Ale tak jest. I nic z tym nie zrobię.

Mike do mnie dzwonił. Bardzo podekscytowany. Boję się. Mam wrażenie, że będę ostro wkurwiony. Jeśli chodzi o takie przeczucia, to rzadko się mylę. Pewnie z tego co mówię, wywnioskujesz, że jestem jakimś pesymistą, bez szczęścia w życiu. Otóż nie. Przeżyłem wiele dobrych momentów. Na pierwszy rzut oka, wydaję się, że jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Mój zespół jest znany, ludzie lubią słuchać mojego głosu, nawet jeżeli to zwykły wrzask, kasy mam po dziurki w nosie, imprezuje, mam paczkę przyjaciół. Patrząc z tej strony sam stwierdzam, że nie jest źle, ale jeżeli zajrzy się głębiej, można zauważyć tą pustkę. Jestem sam jak palec. Moje serce oczekuję tylko jednego - szczęśliwej, odwzajemnionej miłości. Ale tyko z Nim. I właśnie w tym momencie powstaję błędne koło. Kluczem do mojego pełnego, szczerego szczęścia jest Mike. No i wszystko od początku. Masakra. A wracając, to powiedział, że musimy się jak najszybciej spotkać, bo ma genialny pomysł i mam mu w nim pomóc. Tylko po to na pewno by nie dzwonił. Ale cóż miałem zrobić, odmówić? Zaprosiłem go do siebie, oprócz mnie nie ma tu żywego ducha. Nikomu nie będziemy przeszkadzać, a przynajmniej zrobię w końcu coś pożytecznego dla siebie i zespołu.W tym czasie wstawiłem wodę na herbatę. Pewnie będzie chciał, swoją ulubioną, miętową. Po kilku minutach da się usłyszeć donośny dźwięk dzwonka. Skierowałem się w stronę drzwi, nie patrzyłem nawet przez wizjer, wiedziałem kto tam stoi. Zarzucam tylko sztuczny uśmiech na twarz i "entuzjastycznie" otwieram potężne drzwi. Nie zdążyłem otworzyć ich do końca, gdyż pół-Japończyk wparował do mojego domu, od razu rzucając mi się na szyję. Trochę się zdziwiłem, bo tak na przywitanie? ;
- Wow, co tak czule?
- Jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi! - wręcz wykrzyczał. Nie wiem czy ta informacja mnie dowartościowuję.
- A co takiego się wydarzyło? Widzę, że coś na serio ważnego, bo bez powodu to być chyba nie przyjechał!- zaśmiałem się cicho. Mnie to tak na prawdę nie cieszyło.
- No pierdolisz, pomysł mam i chcę go zrobić z Tobą, a co do tamtego to powiem Ci później! - Kurwa, nie należę do cierpliwych. Nie wiem co o tym myśleć.
- Dobra, dobra, chodź już, zrobiłem twoją ulubioną herbatę.
Ściągnął buty, zrzucił  kurtkę i ruszył za mną. Miał ze sobą torbę przewieszoną przez ramię, jasne jeansy, czarny T-shirt i beżowy sweter. Włosy miał mokre, ponieważ lało już od paru godzin. Jak zwykle radość od niego biła. Zasiedliśmy u mnie w salonie na skórzanych kanapach. Był blisko. Za blisko. Załączyła się mi się moja chora wyobraźnia i miałem urojenia typu ; przytula się do mnie, zbliża swoją piękną twarz i delikatnie całuje w usta. Musze się kontrolować, żeby nie odpłynąć zbytnio. Szara rzeczywistość wzywa. Bez dwóch zdań wolę moje wyobrażenia.
- Chaz, zobacz tu mam niezły wstęp, ale brakuję paru drobiazgów - podał mi kartkę i długopis - spróbuj coś naskrobać, ja się już dzisiaj wymęczyłem. Dobra nie ma co, niech emocję wezmą górę. Przeleję je na kartkę. Myślę o nas, o nim, o uczuci jakim go darzę i nic. Pomysły się wyczerpały, kompletnie.
- Dobra, Chaz nie mogę już wytrzymać - wziąłem w tym czasie łyk herbaty - ŻENIĘ SIĘ!
Co kurwa? Dlaczego mi to robisz, pojebie nie widzisz, że to ja Cię na prawdę kocham?!
Oczywiście był to głos w mojej głowie. Prawie wyplułem tą pieprzoną herbatę na niego.
- Wow, no super! Gratulacje! - przenikliwe spojrzenie Mike'a mnie przeraziło, chyba zorientował się, że coś jest nie tak.
- Nie cieszysz się?
- Skąd ten pomysł, bardzo! - głupia suka. Nigdy jej nie lubiłem, ale teraz to mam ochotę łeb jej odkręcić. Z nerwów złapałem kartkę i zacząłem pisać. Cokolwiek wpadło mi do głowy, po chwili znajdowało się na kartcę;

                                  
                                                            I've lied to you
                                             The same way that I always do
                                                 This is the last smile
                                 That I'll fake for the sake of being with you


Pisząc te słowa, prawie zrobiłem dziurę w kartce. Miałem ochotę podejść, rozjebać coś, albo nie wiem, cokolwiek, byle nie słuchać tego co do mnie mówił.
- Chester, wszystko w porządku?
- Taak, tylko dostałem nagłego przypływu weny i jak najszybciej chciałem to zapisać.
- Na pewno? Posłuchaj, chciałem jeszcze dodać, że oczywiście jesteś zaproszony, wszystko zorganizowane, to będzie najlepsza chwila w moim życiu. Ja się żenię, rozumiesz? ŻENIĘ!
Zaraz mnie chuj strzeli. Po kija mi to mówi? Kurwa, z tą wytapetowaną pindą. Gromadka dzieci, piękny dom i dobrze płatna praca. Rzygać mi się chcę jak sobie o tym myślę. A co z nami? Zapomniał o swoim zespole? Zapomniał o mnie? O naszej więzi? Znowu. Chwytam nerwowo kartkę, nawet nie panuję nad moimi gestami ;


                          Everything falls apart. even the people who never frown eventually break down
                                                          The sacrifice of hiding in a lie
                   Everything has to end, you'll soon find we're out of time left to watch it all unwind
                                                          The sacrifice is never knowing


- Dobra i teraz mi tu nie pierdol. Od jakiegoś czasu zauważyłem, że nabrałeś do mnie dystansu. Masz nagłe napady. Nie wiem czego się po Tobie spodziewać! Powiedz mi, ale wychodzę stąd i już mnie więcej nie zobaczysz.
- I będziesz żył sobie ze swoją gromadką bachorów - wymamrotałem pod nosem.
- No dalej mów! - odłożył nerwowo laptopa, właściwie nim rzucił.
Wstałem i skierowałem się w stronę kuchni. Gdzieś muszą być, ale kurwa gdzie? Wywalam wszystko z koszyków i innych skrytek. Są! Awaryjna paczka fajek. Kiedy nie mogę wytrzymać napięcia - po prostu palę. To pomaga mi chociaż na chwilę zapomnieć. Staram się je ograniczać, ponieważ wiem, że niszczę tym gównem swój organizm. Ale przy moim trybie życia to raczej niemożliwe. Wychodzę na chwilę na taras. Jest osłonięty, więc nie zmoknę. Czuć mokry, świeży i zimny powiew powietrza. Szybkim ruchem odpalam papierosa i wciągam dym. Głęboko. W swoje płuca. Ale tym razem to nie pomaga. Mike jest głębiej. Jest w centrum mojego organizmu - w moim sercu.
Mike nie podszedł do mnie. Z zainteresowaniem, nerwowo obserwował moje zachowanie. Odbijał się w szybie - wszystko widziałem. Skończyłem palić. Rzucam peta pod siebie i przydeptuje. Brakuje, żeby mi dom spłonął, więc dzięki. Wracam a stronę kanapy. Mike trzyma w ręce kartkę na której odzwierciedliłem to co czuję ;
- Chester, to co napisałeś jest... rewelacyjne. Ale powiedz mi, dlaczego tak nerwowo na mnie reagujesz? Brzydzisz się mną czy co? Cholera już nie wiem. Nic.
Nie odpowiedziałem mu. Wyrwałem mu kartkę z ręki i tylko dopisałem ;

                                                            Why I never walked away
                                                          Why I played myself this way
                                            Now I see your testing me pushes me away
                                                          Why I never walked away
                                                         Why I played myself this way
                                          Now I see your testing me pushes me away


- Jeżeli nie chcesz mnie znać, ok. Odejdę, nawet teraz, ale proszę powiedz co jest do cholery grane? To kompletna paranoja!
- Chcesz kurwa wiedzieć?! Tak?! To proszę bardzo! - podchodzę do niego i łapię go za ramiona - Już od ponad 4 pieprzonych lat jest to samo! Te jebane uczucie! "Ja i Anna, Anna i ja", rzygać mi się o tego chcę! Nie lubię tej baby, zasługujesz na kogoś lepszego! I wiesz, co? Kocham Cię. Rozumiesz to? Kocham Cię od tych kilku pieprzonych lat! Dlaczego nic Ci nie powiedziałem? Bo nie chciałem zniszczyć tego co dotychczas nas łączyło! Ale teraz już nie mogę, na prawdę. Popadam w obłęd. Nie umiem sobie poradzić sam ze sobą! Chcę twojego szczęścia, więc proszę - Nie żeń się z tym babsztylem. Wiem, że teraz mnie nie będziesz chciał znać, bo uznasz mnie na jakiegoś pierdolonego geja. Ale tak nie jest, tylko na twój widok czuję ciepło w środku. Dla mnie nie ma nikogo poza tobą. Teraz mnie już wali co powiesz i tak wiem, że mnie wyśmiejesz, więc już nic nie zaszkodzi - delikatnie zbliżam się do jego twarzy całując delikatnie usta, a następie w czoło - Teraz już wszystko wiesz...
Puściłem jego ramiona i powili odwracałem się do niego plecami. Nagle poczułem silną rękę która odwraca mnie z powrotem do siebie. Widzę jego twarz. Jak zwykle piękna. Oczy delikatnie miał szkliste, łzy do nich stopniowo nachodziły. Ja co najdziwniejsze nie płakałem. Byłem zbyt zły. Patrzę mu głęboko w oczy próbując zrozumieć co miał na celu, ponowie odwracając mnie do siebie.
Plask!
Nie wierzę, zajebał mi. No perfidnie liścia w twarz. W tym momencie łzy naszły do oczu również i mi. Jedna smuga na moim czerwonym od uderzenia policzku. To nie z bólu. To z uczucia, że po szczerym wyznaniu, które było wystarczająco bolesne, dostałem jeszcze w twarz. Zaczął się powoli uśmiechać. To był smutny uśmiech ;
- Ty pieprzony idioto! Mówisz mi to dopiero po takim czasie?! Anna była wersją awaryjną, kochałem Cię, ale wiedziałem, że to nie ma sensu.
Co kurwa? Dobrze usłyszałem? Ten debil czuł do mnie to samo, i nic z tym nie zrobiliśmy. Tyle lat męczenie się. Nie no kurwa.
- To po kija się żenisz? Przecież .. - ale nie pozwolił mi dokończyć. Zatkał moje usta swoimi. Zaczął się w nie zachłannie wssysać. Czułem jego oddech, jak pulsowała mu krew w żyłach. Czułem jego stopniowo przyśpieszające bicie serca. Jego dłonie powędrowały ku moim. Delikatnie je pieścił, ruchami wzdłuż nich. Aż wyszła mi gęsia skórka. Chwyciłem go za ramiona i zmniejszyłem odległość między nami. Mike coraz to rozmaitszymi sposobami próbował doprowadzić mnie do stanu pełnego podniecenia. Zaczął całować mnie po szyi, delikatnie. Znowu te dreszcze. Delikatnie pchnął mnie w stronę ściany. Jednocześnie obcałowując moją szyję zaczął rozpinać moją koszulę. Dziwnym przypadkiem tylko ją miałem na sobie. Szybkim ruchem zrzucił ją ze mnie. Położył swoje dłonie na mojej klatce piersiowej, wykonując delikatne ruchy w dół i w stronę pleców aż do ramion. Miałem wrażenie, że liczy moje kręgi, robił to tak powoli i delikatnie. Z uczuciem. Uczuciem którego pragnąłem od dawna. Stałem przed nim bez górnej partii ubrania. Postanowiłem też zrzucić z niego co nie co. Jednym ruchem ściągnąłem jego beżowy miękki w dotyku sweterek, a t-shirtu pozbawił się sam. Delikatnie objąłem jego twarz,  chwytając uczy. Mike napierał na moje usta coraz silniej. Nie chciałem być gorszy, robiłem to z równym impetem. Nigdy nie pomyślałem, że może się to wydarzyć. Ale zaraz, jedna rzecz mnie ciekawi. ;
- Co z Anną? - słowa te wypowiedziałem dysząc bardziej niż po jakimś maratonie.
- Ona mnie nie obchodzi Chester. To Ciebie kocham - powiedział szeptem do mojego ucha po czym pocałował mnie nieco niżej. Dreszczyk emocji - tak mogę teraz to określić. Nie zwykłe ciarki tylko pełen emocji stu procentowy dreszcz. Nigdy się tak nie czułem. Niczym dar od Boga. Chciałem by ta noc się nie kończyła. To było zbyt idealne.
Cieszenie się chwilą przerwał Mike męczący się z paskiem - rozpięcie go mu nie zbyt wychodziło. Pomogłem mu raz dwa rozpiąć jego jak i zarówno mój. Chwila, albo dwie i stoimy już bez spodni. Następny urywek sekundy i jesteśmy już całkiem nadzy. Pchnąłem Mike'a na kanapę i zachłannie rozpocząłem go obcałowywać. On za to igrał sobie z moim językiem. Delikatnie całował, nie napierał, chciał mnie najwyraźniej trochę pomęczyć. Przejeżdżał językiem po mojej wardze. Jęki wydawaliśmy oby dwoję. Był to bardzo uniosły i namiętny moment. Mike leżał rozwalony na kanapie - ja natomiast ni to siedziałem ni kucałem nad jego delikatnie opalonym ciałem. Jesteśmy coraz bliżej. Jest tak idealnie.
PIIP!
Pieprzony budzik, zawsze mnie budzi w takim momencie. To było takie piękne, mam wrażenie jak by to wydarzyło się naprawdę. Często miewam podobne sny, ale kończył się inaczej. Przebiegał inaczej. Szczegóły były dopracowany w inny sposób. Mike tym razem był jeszcze piękniejszy.
- Zrobiłem śniadanie, śpioszku! - nie wierzę. Shinoda uprany tylko w bokserki i narzuconą na siebie koszule stoi przed kanapą, na której leżę.
- M-Mike? To co było wieczorem, to na prawdę..?
Nie bądź głupiutki, chodź tu do mnie! - podszedł i pocałował mnie w czoło.
A jednak, czasem sny, marzenia okazują się prawdą. Trzeba być w nie wierne całym sercem. Ja od początku wiedziałem. Kochałem go. i mimo cierpienia, przez które przeszedłem dostałem zasłużoną nagrodę. Teraz bez obaw mogę powiedzieć ; - Tak, jestem cholernie SZCZĘŚLIWYM człowiekiem.

__________________________________________________
Jak już mówiłam, jest to Oneshot. Zapraszam do komentowania, chcę wiedzieć co było tutaj nie tak :)